Nadszedł kolejny weekend, kolejne dwa dni bez niego. Chociaż nie było tak źle, a nawet było bardzo fajnie, bo spała u mnie Rose. Rozmawiałyśmy o nim, wiele mi powiedziała o tym że często o mnie pytał, chciał iść tam gdzie ja byłam. Moja przyjaciółka często siedziała z nim i resztą klasy która czekała na autobus w bibliotece. Weekend minął szybko, no i w końcu był poniedziałek. Tego dnia, nie wiem skąd przyszła moda na zakładanie kapturów i psucie tym komuś fryzury. Może nie do końca "moda" bo robiłam to tylko ja i Matt, ale co chwile to robił. Do tego doszło zabieranie bluz, lanie wodą, robinie kebabów i bicie się w plecy. Między mną a Matthew nie było już żadnej granicy, byliśmy jak przyjaciele. Na każdej przerwie rozmawialiśmy, albo biliśmy się i kłóciliśmy. Nie ważne co, ważne że z nim. Dzisiejszy dzień udowodnił mi że już jestem blisko celu. Brakuje już tylko jednego kroku, który niestety jest najtrudniejszy. Bardzo się cieszyła bo wtorek okazał się równie piękny. Zero granic, przyjaciele. Niestety w środę nie było tak wesoło, czekały nas diagnozy. Dziś z historii i polskiego. Nie wiem gdzie on siedział, nie wadziłam, pewnie gdzieś w ostatnich rzędach. Poszło mi dość dobrze, choć na początku nie byłam tego taka pewna. Drugiego dnia pisaliśmy matematykę i przedmioty które wchodzą w skład przyrody. Tego dnia miałam więcej szczęścia Matt siedział dwie ławki za mną, przeszkadzał nam tylko Camill, ale i tak dość dużo rozmawialiśmy. Szczególnie przed wejściem na sale. Rozmyślaliśmy jakie mogą być zadania, i powtarzaliśmy sobie wszystkie wzory. Dzięki niemu nie czułam stresu, no oprócz "motylków w brzuchu". Ostatniego dnia pisaliśmy języki, i waśnie tego dnia los się do mnie uśmiechnął. Siedział w rzędzie obok, naprzeciw mnie. Kiedy dostaliśmy już arkusze, obejrzeliśmy je i popatrzyliśmy na siebie. Szepnął do mnie " powodzenia", uśmiechnęłam się i powiedziałam " nawzajem". Uśmiechnął się, jego usta z podniesionymi kąciaki ust pięknie współgrały z ciemnymi oczami. Jeszcze nigdy nie widziała tak pięknej twarzy, i ta piękna twarz uśmiechała się do mnie. Zaczęliśmy już pisać, Matt mimiką twarzy wyraził że nic nie rozumie, ja uśmiechnęłam się i wskazałam na wypracowanie które mieliśmy napisać, i poruszyłam ramionami. On także się uśmiechną. Patrzyłam na niego, zapomniałam że piszemy test, niestety nie zapomniała o tym nasza wychowawczyni, która zwróciła na uwagę.
***
No i minął kolejny tydzień, do końca roku zostało już tylko siedem dni bez weekendu. Bałam się, nie wiedziałam jak to się skończy, zostało tak mało czasu i tak nie wiele do celu. Nie wiele, ale najtrudniejsze. A może dla niego to tylko koleżeństwo? Może to dla niego nic nie znaczy? Tylko po co by się starał gdyby to dla niego nic nie znaczyło? Nie wiedziałam już nic, jedyną rzeczą której byłam pewno to to że kocham go. Kocham z całych sił. Jego uśmiech, twarz, kości policzkowe, zachowanie i ten okropny charakter. Kocham i tak szybko nie przestanę. W wielkich męczarniach minęły te dwa dni. Ciekawe czy on też tęskni, czy umiera każdego wieczoru, pragnąc mnie zobaczyć, porozmawiać, przytulić. I w końcu poniedziałek. Tylko, tylko rano czekałam na niego w szatni ,ale nie doczekałam się. Weszła Kate, Melanie i Kevin, ale Matthew nie było. To tak cholernie zabolało. Gdyby mu zależało to by był. Przecież wiedział że koniec roku, i jeśli nic się nie stanie to koniec. Nie zależało mu, byłam dla niego nikim. Zerem, a nawet niej niż zero. A może jest chory, może nie mógł przyjść. Może coś ważnego się stało, ważniejszego ode mnie. Cały dzień, chciało mi się płakać, choć świetnie to ukrywałam. Koniec mojego " Love story", jedna osoba kocha, druga nie. To nie był tylko jeden dzień. Dwa kolejne dni też go nie było. A ja głupia myślałam że to to, ta jedyna, najwspanialsza miłość. Owszem był Luck ale, to nie było tak jak teraz. Kochałam jego charakter, bo wspaniale go znałam i jego wrażliwość, którą rzadko spotyka się u chłopaków. Przyjaźniliśmy się dwa lata, czasami był moją jedyną deską ratunku gdy już nie miałam sił walczyć, by nic sobie nie zrobić. Zawsze podał mi rękę, i zabronił jakkolwiek uszkadzać swoje ciało. Szkoda że później już mnie nie powstrzymywał, a raczej po tym co się stało namawiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz