Kolejna noc poświęcona tylko jemu. Jego uśmiechowi i brązowym oczom. Czy można to nazwać zakochaniem? Ktoś kto wcześniej był dla mnie powietrzem teraz tak po prostu może być wszystkim ? A może nie był obojętny, może tylko bałam się do tego przyznać. Pamiętam dzień w którym Matthew doszedł do przeciwnej klasy. Żałowałam że nie jest z nami, ale cóż takie życie. Minęły dwa lata i byliśmy już w jednej klasie. Niestety wtedy o nim zapomniałam, owszem czasami zerkałam na niego, ale to było takie nieznaczące coś. Zajęta byłam swoimi sprawami prywatnymi, ale mimo to nigdy nie był mi obojętny. Może dlatego że no jest ładny, bardzo ładny. Chociaż nie dla wszystkich, większość dziewczyn mówiło że ma "pedałkowaty wygląd ", no ale to nie zmieniało faktu że jest przystojny. Na początku roku, gdy poznałam jego charakter wydawało mi się że jest okropny. Teraz wiem że ma okropny charakter, który można pokochać. Chyba pokochać. Powieki stawały się coraz cięższe i powoli zamykały mi oczy. Odpłynęłam.
Rano zerwałam się z łóżka i z wielka chęcią poszłam do szkoły. Jeszcze nigdy nie miałam takiego zapały do wstawania. W połowie drogi zdałam sobie sprawę że to ostatni dzień. Dzisiaj piątek. Nie zobaczę go dwa dni. Postanowiłam też że będę trzymała to w tajemnicy. Nawet przed Rose, powiem jej gdy będzie coś więcej. Nie chce jej mówić, a później znów będzie jak zawsze. Będzie to trudne, wciąż zaprzeczać że on nic dla mnie nie znaczy a wręcz przeciwnie jest moim wrogiem. Aczkolwiek wolę to ukryć.
Doszłam do szkoły, w szatni było tylko parę osób, w tym Rose. Przywitała mnie szerokim uśmiechem. Usiadłam, spytałam się o zadania domowe i tak siedzieliśmy. Było za dziesięć ósma, kiedy w końcu dojechał autobus. Do szatni weszła Melanie i Kate, a za nimi Kevin z Matthew. Niestety dziewczyny chciały już iść pod klasę, zgodziłam się trochę zawiedziona. Mijały kolejne godziny i nic. Pustka. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa, ani jednego spojrzenia, nic, zero. Skończyła się ostatnia lekcja. Nie wiedziałam jak przetrwam te dwa dni, ale wiedziałam że tak dzisiejszy dzień nie powinien się skończyć. Czułam się zraniona, ale nie miałam do tego żadnych podstaw. Jedno spotkanie na huśtawkach, jedna rozmowa. To jedno małe nic nie znaczące zero. Nikt inny nie robiłby sobie z tego nadziei, ale nie ja. To moja wina kolejny raz za dużo sobie wyobrażałam. Zawsze po tym cierpię. Ze smutkiem zeszłam do szatni i bez słowa pożegnania z Rose i innymi dziewczynami czym prędzej opuściłam budynek szkoły.
Kolejny wieczór. Kolejny zjebany wieczór. Czułam się jak parę miesięcy temu kiedy rozstałam się z Lucas'em. Miałam ogromną chęć sięgnąć po ... po żyletkę, ale wiedziałam że zranię tym Rose, a także nie uda mi się tego ukryć. Było ciepło, chodziłam w krótkim. Kąpałam się w basenie. W ziemie było to o wiele łatwiejsze, bluza i już, a teraz nie mogłam niczym tego zakryć. Oczywiście mogłam zakryć plastrem ale wiedziałam ze na jednej kresce się nie skończy. Nie chciałam znów zaczynać, w sumie bez powodu. Przez moją wybujałą wyobraźnię, a poza tym nic się nie stało. Jeden dzień bez rozmowy, to nic takiego. Może bał się zagadać? Nie wiem, ale przez moją przeszłość boję się wszystkiego, nawet najmniejszy zły ruch dawał mi powody do niepokoju, do sięgnięcia po żyletkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz