Przed ostatniego dnia szkoły Matt przyszedł, ale to jak byliśmy dla siebie
obojętni bolało mnie jeszcze bardziej niż gdyby go nie było. Było tak jakbym
dla niego nie istniała, nie patrzył na mnie, nic do mnie nie mówił i nie
zaczepiał. Wiedziałam już wtedy że to koniec, że jestem tylko nawiną małolatą
wierząca w happyend'y. Wieczorem nie dałam rady. Przepraszam. Ona była
taka piękna. Prosiła mnie żebym się z nią przywitała, i jej w końcu użyła.
Zrobiłam to, przecięłam skórę. Wypłynęła krew, tak ją kochałam. Jej zapach,
kolor i ten, ten ból. Wypełniło mnie szczęście, zapomniałam o nim, zapomniałam
że to koniec. Rana nie była głęboka w porównaniu z tym co było kiedyś. Za
tydzień już ładnie będzie można ją zakryć fluidem i nie będzie znaku.
Wstałam rano bez najmniejszej chęci do życia, nie chciałam tych cholernych
wakacji jak jeszcze nigdy. Zawsze czekałam na nie, były moim marzeniem a teraz
? Mój największy wróg. Apel minął szybko, poszliśmy do klasy, siedział obok
mnie, tak jak na religii. Niestety i tak nie zamieniliśmy słowa. Od razu po
rozdaniu świadectw wybiegłam z klasy z Rose i poszłyśmy do parku. Usiadłyśmy i
poleciały mi łzy. Przytuliła mnie i pocieszała. Musiałam jej to pokazać,
podniosłam rękaw marynarki do góry, ukazała się jeszcze nie do końca zaschnięta
rana. Moja przyjaciółka zaczęła na niego wyklinać, cierpła przez to. Tak jak
ja. Nadszedł koniec, musiała iść na autobus. Siedziałam jeszcze sama, po chwili
usłyszałam czyjeś szybkie kroki. Obejrzałam się, na trybuny wszedł Matthew.
Spojrzałam na niego, szybko zakryłam ranę i przetarłam oczy udając ze nie
płakałam.
- Co jest ? - spytałam.
- Szukałem Cię. - odszedł bliżej. - Co ty .. płakałaś ?
Pokręciłam głową, usiadł obok mnie.
- Dobrze że cie znalazłem, bo chciałem ci coś powiedzieć.- Przerwał i
opuścił głowę na dół. - Chodzi o to, że ... nie chcę żeby to tak się skończyło,
wiesz no chodzi o nas. Bo ja cie no ten ... podobasz mi się, bardzo.
Uśmiechnęłam się, lecz poleciała mi łza.
- Ej co jest ? Powiedz że ci się nie podobam, a nie płaczesz.
- Nie płaczę za smutku, płaczę ze szczęścia. jestem najszczęśliwsza
dziewczyną pod słońcem.
Przytulił mnie, a ja jego. Cmoknął mnie w czoło.
- Kocham Cię, wiesz ?
- Teraz już wiem. Ja ciebie też. - odpowiedziałam.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę, patrząc na siebie. Po chwili wstaliśmy i
poszliśmy na spacer. Szliśmy w milczeniu. W pewnym momencie stanął.
- Pokaż mi co masz na ręce.
- Nie rozumiem o co chodzi. - udałam zdziwienie.
- Nie udawaj, wiedziałem jak zakrywałaś, proszę pokaż.
Nie pewnie podniosłam rękaw, lekko zakryłam ręką.
- To przeze mnie? To moja wina? - Mówiąc to, jego oczy zrobiły się czerwone,
wyleciała z nich jedna łza.
- Nie no co ty, to to ... przecięłam się krojąc paprykę do sałatki. -
Zawahałam się.
- Tu? Kroiłaś ją na ręce? Przepraszam. Przepraszam, nie wiedziałam że ty też
coś do mnie czujesz. Bałem się że to dla ciebie nic nie znaczy.
- Nie wiedziałeś jak na ciebie patrzyłam na każdej lekcji i przerwie, nie
wiedziałeś jak stresowałam się gdy przechodziłeś obok, albo pod czas naszych
rozmów ?
- No niby tak, ale ... ale ty masz bardzo dobry kontakt z innymi chłopakami.
Z Jack'iem czy Camill'em, więcej gadasz i śmiejesz się.
- Ale oni nie są dla mnie tak ważni jak ty.
Uśmiechnął się tylko, dotknął mojego czoła, jego czołem. Kochałam go, był
inni niż wszyscy. Był wrażliwy, nie bał się pokazać łez, wiedział co znaczą
kreski na rekach. I może ta kresa była przez niego, ale to tylko jedna, a
dzięki niemu pewnie nie zrobię kilkunastu innych. Jeszcze nigdy się tak nie
czułam, myślałam ze to koniec, a to dopiero początek.
poniedziałek, 1 września 2014
czwartek, 28 sierpnia 2014
6. Koniec
Nadszedł kolejny weekend, kolejne dwa dni bez niego. Chociaż nie było tak źle, a nawet było bardzo fajnie, bo spała u mnie Rose. Rozmawiałyśmy o nim, wiele mi powiedziała o tym że często o mnie pytał, chciał iść tam gdzie ja byłam. Moja przyjaciółka często siedziała z nim i resztą klasy która czekała na autobus w bibliotece. Weekend minął szybko, no i w końcu był poniedziałek. Tego dnia, nie wiem skąd przyszła moda na zakładanie kapturów i psucie tym komuś fryzury. Może nie do końca "moda" bo robiłam to tylko ja i Matt, ale co chwile to robił. Do tego doszło zabieranie bluz, lanie wodą, robinie kebabów i bicie się w plecy. Między mną a Matthew nie było już żadnej granicy, byliśmy jak przyjaciele. Na każdej przerwie rozmawialiśmy, albo biliśmy się i kłóciliśmy. Nie ważne co, ważne że z nim. Dzisiejszy dzień udowodnił mi że już jestem blisko celu. Brakuje już tylko jednego kroku, który niestety jest najtrudniejszy. Bardzo się cieszyła bo wtorek okazał się równie piękny. Zero granic, przyjaciele. Niestety w środę nie było tak wesoło, czekały nas diagnozy. Dziś z historii i polskiego. Nie wiem gdzie on siedział, nie wadziłam, pewnie gdzieś w ostatnich rzędach. Poszło mi dość dobrze, choć na początku nie byłam tego taka pewna. Drugiego dnia pisaliśmy matematykę i przedmioty które wchodzą w skład przyrody. Tego dnia miałam więcej szczęścia Matt siedział dwie ławki za mną, przeszkadzał nam tylko Camill, ale i tak dość dużo rozmawialiśmy. Szczególnie przed wejściem na sale. Rozmyślaliśmy jakie mogą być zadania, i powtarzaliśmy sobie wszystkie wzory. Dzięki niemu nie czułam stresu, no oprócz "motylków w brzuchu". Ostatniego dnia pisaliśmy języki, i waśnie tego dnia los się do mnie uśmiechnął. Siedział w rzędzie obok, naprzeciw mnie. Kiedy dostaliśmy już arkusze, obejrzeliśmy je i popatrzyliśmy na siebie. Szepnął do mnie " powodzenia", uśmiechnęłam się i powiedziałam " nawzajem". Uśmiechnął się, jego usta z podniesionymi kąciaki ust pięknie współgrały z ciemnymi oczami. Jeszcze nigdy nie widziała tak pięknej twarzy, i ta piękna twarz uśmiechała się do mnie. Zaczęliśmy już pisać, Matt mimiką twarzy wyraził że nic nie rozumie, ja uśmiechnęłam się i wskazałam na wypracowanie które mieliśmy napisać, i poruszyłam ramionami. On także się uśmiechną. Patrzyłam na niego, zapomniałam że piszemy test, niestety nie zapomniała o tym nasza wychowawczyni, która zwróciła na uwagę.
***
No i minął kolejny tydzień, do końca roku zostało już tylko siedem dni bez weekendu. Bałam się, nie wiedziałam jak to się skończy, zostało tak mało czasu i tak nie wiele do celu. Nie wiele, ale najtrudniejsze. A może dla niego to tylko koleżeństwo? Może to dla niego nic nie znaczy? Tylko po co by się starał gdyby to dla niego nic nie znaczyło? Nie wiedziałam już nic, jedyną rzeczą której byłam pewno to to że kocham go. Kocham z całych sił. Jego uśmiech, twarz, kości policzkowe, zachowanie i ten okropny charakter. Kocham i tak szybko nie przestanę. W wielkich męczarniach minęły te dwa dni. Ciekawe czy on też tęskni, czy umiera każdego wieczoru, pragnąc mnie zobaczyć, porozmawiać, przytulić. I w końcu poniedziałek. Tylko, tylko rano czekałam na niego w szatni ,ale nie doczekałam się. Weszła Kate, Melanie i Kevin, ale Matthew nie było. To tak cholernie zabolało. Gdyby mu zależało to by był. Przecież wiedział że koniec roku, i jeśli nic się nie stanie to koniec. Nie zależało mu, byłam dla niego nikim. Zerem, a nawet niej niż zero. A może jest chory, może nie mógł przyjść. Może coś ważnego się stało, ważniejszego ode mnie. Cały dzień, chciało mi się płakać, choć świetnie to ukrywałam. Koniec mojego " Love story", jedna osoba kocha, druga nie. To nie był tylko jeden dzień. Dwa kolejne dni też go nie było. A ja głupia myślałam że to to, ta jedyna, najwspanialsza miłość. Owszem był Luck ale, to nie było tak jak teraz. Kochałam jego charakter, bo wspaniale go znałam i jego wrażliwość, którą rzadko spotyka się u chłopaków. Przyjaźniliśmy się dwa lata, czasami był moją jedyną deską ratunku gdy już nie miałam sił walczyć, by nic sobie nie zrobić. Zawsze podał mi rękę, i zabronił jakkolwiek uszkadzać swoje ciało. Szkoda że później już mnie nie powstrzymywał, a raczej po tym co się stało namawiał.
niedziela, 24 sierpnia 2014
5. Pewność
Minęły już lekcje i szłam z Rose na plac zabaw. Czekali już tam na nas Kevin i Matthew. Bardzo dobrze nam się rozmawiało. Po około dziesięciu minutach Rose i Kev powiedzieli że muszą gdzieś iść. Matt był przekonany że to "gdzieś " jest za krzakami, ale ja domyślałam się że zrobili to specjalnie żebyśmy byli sam na sam, i bardzo im za to dziękuję. Spytał mnie czy jadę jutro na wycieczkę, i bardzo się ucieszył na wiadomość że jadę. Uznał że fajnie gdybyśmy gdzieś obok siebie siedzieli. Żartowaliśmy ,przedrzeźnialiśmy się i rozmawialiśmy. Poznałam go jeszcze z lepszej strony. Oczywiście nie hamował się do końca od chamski uwag, ale by miły. Maska " wrednego chłopca " którą pamiętam ze szkoły, wydawała się nie istnieć. Teraz był miły i przyjazny. Pięć minut przed końcem lekcji poszliśmy pod szkołę, pod którą zastaliśmy znaczną ilość naszej klasy. Znajomi nie umieli się powstrzymać od chamskich uwag i śmiechów. Nie obchodziło mnie to i najwyraźniej jego też nie. Podeszłam do Rose i odeszłyśmy na bok. Opowiedziałam jej o tym że chce żeby gdzieś obok niego siedziała w autobusie, tym jaki był miły. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilę i ruszyłam w kierunku wyjścia, powiedziałam do wszystkich "pa" zawieszając wzrok na Matthew który również patrzył na mnie i uśmiechnął się.
Wycieczka była najlepsza. Czułam że coś z tego wyjdzie, że to już nie tylko moja wybujała wyobraźnia ale prawda. Kocham go i z tego wynika że ja też nie jestem mu obojętna. Jeszcze tylko dwa tygodnie, w tym diagnozy i koniec. W wakacje nie będzie jak się spotkać, mieszkamy w innej miejscowości i pewnie nikt nie będzie tak odważny żeby zaproponować spotkanie. Jeśli nic się nie stanie przed końcem roku to będzie koniec.
***
Następnego dnia, wstałam rano pełna nadziei. Dzisiaj wycieczka, cały dzień z nim. Wyruszyłam do szkoły, gdy doszło na ławce czekała już Rose, Matt, Kevin i inni z naszej klasy. Po chwili przyszła nasza wychowawczyni i weszliśmy do autobusu. Moja przyjaciółka wybierała miejsce i wybrała najlepsze jakie można sobie wymarzyć. Siedziałam przed Matthew. Chłopacy zaczęli do nas zagadywać, rozmowa się toczyła, zaczęliśmy się nagrywać, robić zdjęcia, wywiady. Czułam się tak jakby liczylibyśmy się tylko my, na świecie żyli tylko my, nikt więcej. Całą drogę żartowaliśmy, czasami o dość zboczonych rzeczach, ale nie to się liczyło. Kiedy dojechaliśmy żartowaliśmy że będą słowianki i że będziemy ubijać masło. Weszliśmy tam, opowiadali nam jak się robi chleb i powiedzieli że nie będziemy ubijać mała. Nasze plany legły w gruzach. Później kształtowaliśmy i piekliśmy chleb. Po tym zwiedzaliśmy jakieś stare domki. Wtedy było najlepiej, Matt ciągle mnie zaczepiał i udawał że to nie on. Co chwile z czegoś żartował. w drodze powrotnej Siedziałam naprzeciw Kev'a ale dzięki temu lepiej widziałam Matthew.Wycieczka była najlepsza. Czułam że coś z tego wyjdzie, że to już nie tylko moja wybujała wyobraźnia ale prawda. Kocham go i z tego wynika że ja też nie jestem mu obojętna. Jeszcze tylko dwa tygodnie, w tym diagnozy i koniec. W wakacje nie będzie jak się spotkać, mieszkamy w innej miejscowości i pewnie nikt nie będzie tak odważny żeby zaproponować spotkanie. Jeśli nic się nie stanie przed końcem roku to będzie koniec.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
4. Słońce
Dziś wtorek, w szkole obchodzone jest "święto szkoły", więc rano zabrano nas w połowie lekcji z historii. Jakoś się stało że do auli weszłam obok Matthew, tak jakby byśmy byli parą. Niestety nie było zbyt wielu miejsc i musieliśmy się rozdzielić. Nie wiem o czym rozmawialiśmy. Dokuczaliśmy sobie, ale liczyło się to że szliśmy razem, nikt nam nie przeszkodził. Po długim i nudnym apelu w auli poszliśmy na halę sportową, ale tam nie udało nam się nawiązać kontaktu. Matthew był jakiś inny, siedział sam,a kiedy uderzyłam go jako zaczepkę on odwrócił się od niechcenia i wyrzucił smutne "spadaj ". Nigdy wcześniej nie zauważyłam u niego takich zachowań. Może coś się stało, może pokłócił się z Kevinem. Dopiero pod koniec zawodów Matthew zaczął mnie ciągnąć za koszulkę, a ja w ramach zemsty założyłam mu kaptur na głowę. Parę razy jeszcze rozmawialiśmy, a raczej zamieniliśmy zdanie. Dzień jak dzień, ale to zdarzenia z rana było niesamowite. Czułam że to coś więcej, niż dokuczanie sobie.
Wyszłam ze szkoły, w połowie drogi zaczepiłam mnie Julia. Nie miałam zbyt nastroju by z nią rozmawiać. Doszłam do domu i poszłam do swojego pokoju. W piątek jest wycieczka, nie jedzie na nią za dużo osób, może uda mi się usiąść gdzieś koło niego, czy coś.
Wyszłam ze szkoły, w połowie drogi zaczepiłam mnie Julia. Nie miałam zbyt nastroju by z nią rozmawiać. Doszłam do domu i poszłam do swojego pokoju. W piątek jest wycieczka, nie jedzie na nią za dużo osób, może uda mi się usiąść gdzieś koło niego, czy coś.
***
Następnego dnia, na ostatniej lekcji, czyli języku polskim robiliśmy własne gazety. Podzieliliśmy się na grupy. Byłam w drużynie z Sue, dzięki której znalazł się u nas także Matthew. Pod koniec lekcji większość moich towarzyszy zaczęła uczyć się na poprawę z matematyki którą mieli na ósmej lekcji. Sue i Eva poprosiły mnie abym ich pouczyła, do czego po chwili dołączył się również Matthew. Po krótkich namowach zgodziłam się, zadzwonił dzwonek i w czwórkę wyszliśmy z klasy. Szukaliśmy miejsca gdzie możemy się pouczyć, wypadło na ławkę przed szkołą. Matthew od razu przystąpił od nauki a dziewczyny dalej rozmawiały. Dobrze mu szło, większość zadań które mu zadawałam wykonywał poprawnie. Kiedy uznałam że już wszytko umie, Matt zboczył z tematu matematyki, przeprosił mnie że wczoraj był takie nie miły. Rozmawialiśmy jeszcze, żartowaliśmy i dopiero przed końcem lekcji lekcji zauważyliśmy że Eva i Sue nie siedzę już na ławce obok. Przed szkołą kręciło się dużo nauczycieli. Ciekawe co o nas pomyśleli kiedy siedzieliśmy sami na ławce, naprzeciw siebie. Niestety zadzwonił dzwonek i Matthew musiał już iść na poprawę.
Najlepszy dzień w moim życiu - pomyślałam. Jeszcze nigdy nie byłam z nim sam na sam tak do końca. Albo obok była Rose, albo cała szkoła, która nie miała dla mnie wtedy żadnego znaczenia ale była. Teraz nie było nikogo tylko ja i Matt, czasami ktoś wszedł lub opuścił szkołę. Bałam się, bała się końca roku. To już tylko dwa i pół tygodnia. Bałam się też że to dla Matthew nic nie znaczy, to dla niego tylko zabawa.
piątek, 15 sierpnia 2014
3. Nadzieja
Minęła sobota, niedziela i w końcu upragniony poniedziałek. Dziwnie brzmi "upragniony poniedziałek ", jeszcze tydzień temu mogłam zrobić wszystko żeby nie iść do szkoły a teraz to moje największe marzenie. Zadzwonił budzik, zbiegłam z łóżka i ubrałam się. Poszłam do szkoły. Jak zawsze w szatni był tylko cztery osoby. Usiadłam i czekałam aż dojedzie ich autobus. Po długich dziesięciu minutach w końcu byli. Wszedł do szatni, nasze spojrzenia spotkały się, odwróciłam wzrok, ale nie mogłam się powstrzymać alby spojrzeć jeszcze raz. Matthew nie zraził się i patrzył na mnie dalej. Wydawało mi się że trwało to wiecznie, a była to nie cała sekunda.
Po chwili rozmową zajęła mnie Kate, z która poszłam od klasę. Na pierwszej lekcji był j.polski na którym Matthew siedział ławkę przede mną, ale w rzędzie obok. Mino wszystko było to dość blisko i nie przeszkodziło nam to nawiązać kontaktu. Co jakiś czas zwracał się do mnie wołając "ej...". Dalej chciał się w to bawić. Na lekcji pisaliśmy krótkie wierszyki, uczyliśmy się rymować. Matthew kiedy ułożył swój, zaczął wymyślać rymowanki do słowa "gej". Ostatecznie wyszło " Alice gej wozi klej ". Kolejna była matematyka, a po niej wychowanie fizyczne. Matt nie ćwiczył, miał coś z kolanami chyba martwice kolan, ja i Sue postanowiłyśmy nie ćwiczyć. Moja koleżanka domyślała się że jest coś między mną a Matthew, który siedział po drugiej stronie sali. Sue nie bała się zagadać do chłopaka, i chciała wykorzystać okazję że siedzi sam na wf dwie godziny. Wstała i kazała też zrobić mi, poszłyśmy w jego stronę, udawałam że nie chcę iść, ale bardzo cieszyłam się z tego powodu. Usiadłyśmy obok niego, oczywiście Sue kazała mi usiąść przy nim. Rozmawialiśmy chwile o szkole, później zaczęliśmy rozmawiać o deskorolce i minecrafcie.Obiecał że nauczy mnie olie na deskorolce. Mam nadzieję że dotrzyma słowa. Gdy minęła godzina, Sue postanowiła popytać go w kim się zakochał, czy ktoś mu się podoba. Wymieniał wszystkie dziewczyny z klasy przy jednej najładniejszej zawahał się i powiedział " może, ładne jest ". Kiedy wymieniła moje imię Matt zarumienił się i mimiką twarzy wyraził zastanowienie, po chwili wrzucił z siebie słowo " może ". Przez resztę wf rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Wspaniała lekcja.
Przez resztę dnia nie rozmawialiśmy, ale nie unikaliśmy kontaktu wzrokowego. Trudno mi było ukrywać to przed Rose, a wiec postanowiłam jej dzisiaj o tym powiedzieć. Więc spytałam się jej czy może dzisiaj do mnie przyjść. Oczywiście zgodziła się. Od razu po szkole poszłyśmy razem do mojego domu. W końcu jej powiedziałam, nie była tym zaskoczona. Czyli aż tak to widać. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę, zrobiło się ciemno a jutro miałyśmy sprawdzian z historii. Rose poszła do domu a ja wzięłam się za lekcje.
Dzisiejszy wieczór był o wiele lepszy niż ten sprzed czterech dni. Teraz żyłam nadzieją, sam chciał mnie nauczyć olie, i powiedział że ... że "może " mu się podobam. No ale przecież nie powiedział by przy Sue że chce ze mną być, może by tak powiedział gdybyśmy byli sam na sam, ale to i tak dużo dla mnie znaczy. Mam nadzieję że coś z tego będzie, przed końcem roku szkolnego, który nastąpi już za niecały miesiąc.
Po chwili rozmową zajęła mnie Kate, z która poszłam od klasę. Na pierwszej lekcji był j.polski na którym Matthew siedział ławkę przede mną, ale w rzędzie obok. Mino wszystko było to dość blisko i nie przeszkodziło nam to nawiązać kontaktu. Co jakiś czas zwracał się do mnie wołając "ej...". Dalej chciał się w to bawić. Na lekcji pisaliśmy krótkie wierszyki, uczyliśmy się rymować. Matthew kiedy ułożył swój, zaczął wymyślać rymowanki do słowa "gej". Ostatecznie wyszło " Alice gej wozi klej ". Kolejna była matematyka, a po niej wychowanie fizyczne. Matt nie ćwiczył, miał coś z kolanami chyba martwice kolan, ja i Sue postanowiłyśmy nie ćwiczyć. Moja koleżanka domyślała się że jest coś między mną a Matthew, który siedział po drugiej stronie sali. Sue nie bała się zagadać do chłopaka, i chciała wykorzystać okazję że siedzi sam na wf dwie godziny. Wstała i kazała też zrobić mi, poszłyśmy w jego stronę, udawałam że nie chcę iść, ale bardzo cieszyłam się z tego powodu. Usiadłyśmy obok niego, oczywiście Sue kazała mi usiąść przy nim. Rozmawialiśmy chwile o szkole, później zaczęliśmy rozmawiać o deskorolce i minecrafcie.Obiecał że nauczy mnie olie na deskorolce. Mam nadzieję że dotrzyma słowa. Gdy minęła godzina, Sue postanowiła popytać go w kim się zakochał, czy ktoś mu się podoba. Wymieniał wszystkie dziewczyny z klasy przy jednej najładniejszej zawahał się i powiedział " może, ładne jest ". Kiedy wymieniła moje imię Matt zarumienił się i mimiką twarzy wyraził zastanowienie, po chwili wrzucił z siebie słowo " może ". Przez resztę wf rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Wspaniała lekcja.
Przez resztę dnia nie rozmawialiśmy, ale nie unikaliśmy kontaktu wzrokowego. Trudno mi było ukrywać to przed Rose, a wiec postanowiłam jej dzisiaj o tym powiedzieć. Więc spytałam się jej czy może dzisiaj do mnie przyjść. Oczywiście zgodziła się. Od razu po szkole poszłyśmy razem do mojego domu. W końcu jej powiedziałam, nie była tym zaskoczona. Czyli aż tak to widać. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę, zrobiło się ciemno a jutro miałyśmy sprawdzian z historii. Rose poszła do domu a ja wzięłam się za lekcje.
Dzisiejszy wieczór był o wiele lepszy niż ten sprzed czterech dni. Teraz żyłam nadzieją, sam chciał mnie nauczyć olie, i powiedział że ... że "może " mu się podobam. No ale przecież nie powiedział by przy Sue że chce ze mną być, może by tak powiedział gdybyśmy byli sam na sam, ale to i tak dużo dla mnie znaczy. Mam nadzieję że coś z tego będzie, przed końcem roku szkolnego, który nastąpi już za niecały miesiąc.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
" Jest miedzy wami coś magicznego, dlatego trudno wam będzie o sobie zapomnieć "
środa, 13 sierpnia 2014
2. Milczenie
Kolejna noc poświęcona tylko jemu. Jego uśmiechowi i brązowym oczom. Czy można to nazwać zakochaniem? Ktoś kto wcześniej był dla mnie powietrzem teraz tak po prostu może być wszystkim ? A może nie był obojętny, może tylko bałam się do tego przyznać. Pamiętam dzień w którym Matthew doszedł do przeciwnej klasy. Żałowałam że nie jest z nami, ale cóż takie życie. Minęły dwa lata i byliśmy już w jednej klasie. Niestety wtedy o nim zapomniałam, owszem czasami zerkałam na niego, ale to było takie nieznaczące coś. Zajęta byłam swoimi sprawami prywatnymi, ale mimo to nigdy nie był mi obojętny. Może dlatego że no jest ładny, bardzo ładny. Chociaż nie dla wszystkich, większość dziewczyn mówiło że ma "pedałkowaty wygląd ", no ale to nie zmieniało faktu że jest przystojny. Na początku roku, gdy poznałam jego charakter wydawało mi się że jest okropny. Teraz wiem że ma okropny charakter, który można pokochać. Chyba pokochać. Powieki stawały się coraz cięższe i powoli zamykały mi oczy. Odpłynęłam.
Rano zerwałam się z łóżka i z wielka chęcią poszłam do szkoły. Jeszcze nigdy nie miałam takiego zapały do wstawania. W połowie drogi zdałam sobie sprawę że to ostatni dzień. Dzisiaj piątek. Nie zobaczę go dwa dni. Postanowiłam też że będę trzymała to w tajemnicy. Nawet przed Rose, powiem jej gdy będzie coś więcej. Nie chce jej mówić, a później znów będzie jak zawsze. Będzie to trudne, wciąż zaprzeczać że on nic dla mnie nie znaczy a wręcz przeciwnie jest moim wrogiem. Aczkolwiek wolę to ukryć.
Doszłam do szkoły, w szatni było tylko parę osób, w tym Rose. Przywitała mnie szerokim uśmiechem. Usiadłam, spytałam się o zadania domowe i tak siedzieliśmy. Było za dziesięć ósma, kiedy w końcu dojechał autobus. Do szatni weszła Melanie i Kate, a za nimi Kevin z Matthew. Niestety dziewczyny chciały już iść pod klasę, zgodziłam się trochę zawiedziona. Mijały kolejne godziny i nic. Pustka. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa, ani jednego spojrzenia, nic, zero. Skończyła się ostatnia lekcja. Nie wiedziałam jak przetrwam te dwa dni, ale wiedziałam że tak dzisiejszy dzień nie powinien się skończyć. Czułam się zraniona, ale nie miałam do tego żadnych podstaw. Jedno spotkanie na huśtawkach, jedna rozmowa. To jedno małe nic nie znaczące zero. Nikt inny nie robiłby sobie z tego nadziei, ale nie ja. To moja wina kolejny raz za dużo sobie wyobrażałam. Zawsze po tym cierpię. Ze smutkiem zeszłam do szatni i bez słowa pożegnania z Rose i innymi dziewczynami czym prędzej opuściłam budynek szkoły.
Kolejny wieczór. Kolejny zjebany wieczór. Czułam się jak parę miesięcy temu kiedy rozstałam się z Lucas'em. Miałam ogromną chęć sięgnąć po ... po żyletkę, ale wiedziałam że zranię tym Rose, a także nie uda mi się tego ukryć. Było ciepło, chodziłam w krótkim. Kąpałam się w basenie. W ziemie było to o wiele łatwiejsze, bluza i już, a teraz nie mogłam niczym tego zakryć. Oczywiście mogłam zakryć plastrem ale wiedziałam ze na jednej kresce się nie skończy. Nie chciałam znów zaczynać, w sumie bez powodu. Przez moją wybujałą wyobraźnię, a poza tym nic się nie stało. Jeden dzień bez rozmowy, to nic takiego. Może bał się zagadać? Nie wiem, ale przez moją przeszłość boję się wszystkiego, nawet najmniejszy zły ruch dawał mi powody do niepokoju, do sięgnięcia po żyletkę.
Rano zerwałam się z łóżka i z wielka chęcią poszłam do szkoły. Jeszcze nigdy nie miałam takiego zapały do wstawania. W połowie drogi zdałam sobie sprawę że to ostatni dzień. Dzisiaj piątek. Nie zobaczę go dwa dni. Postanowiłam też że będę trzymała to w tajemnicy. Nawet przed Rose, powiem jej gdy będzie coś więcej. Nie chce jej mówić, a później znów będzie jak zawsze. Będzie to trudne, wciąż zaprzeczać że on nic dla mnie nie znaczy a wręcz przeciwnie jest moim wrogiem. Aczkolwiek wolę to ukryć.
Doszłam do szkoły, w szatni było tylko parę osób, w tym Rose. Przywitała mnie szerokim uśmiechem. Usiadłam, spytałam się o zadania domowe i tak siedzieliśmy. Było za dziesięć ósma, kiedy w końcu dojechał autobus. Do szatni weszła Melanie i Kate, a za nimi Kevin z Matthew. Niestety dziewczyny chciały już iść pod klasę, zgodziłam się trochę zawiedziona. Mijały kolejne godziny i nic. Pustka. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa, ani jednego spojrzenia, nic, zero. Skończyła się ostatnia lekcja. Nie wiedziałam jak przetrwam te dwa dni, ale wiedziałam że tak dzisiejszy dzień nie powinien się skończyć. Czułam się zraniona, ale nie miałam do tego żadnych podstaw. Jedno spotkanie na huśtawkach, jedna rozmowa. To jedno małe nic nie znaczące zero. Nikt inny nie robiłby sobie z tego nadziei, ale nie ja. To moja wina kolejny raz za dużo sobie wyobrażałam. Zawsze po tym cierpię. Ze smutkiem zeszłam do szatni i bez słowa pożegnania z Rose i innymi dziewczynami czym prędzej opuściłam budynek szkoły.
Kolejny wieczór. Kolejny zjebany wieczór. Czułam się jak parę miesięcy temu kiedy rozstałam się z Lucas'em. Miałam ogromną chęć sięgnąć po ... po żyletkę, ale wiedziałam że zranię tym Rose, a także nie uda mi się tego ukryć. Było ciepło, chodziłam w krótkim. Kąpałam się w basenie. W ziemie było to o wiele łatwiejsze, bluza i już, a teraz nie mogłam niczym tego zakryć. Oczywiście mogłam zakryć plastrem ale wiedziałam ze na jednej kresce się nie skończy. Nie chciałam znów zaczynać, w sumie bez powodu. Przez moją wybujałą wyobraźnię, a poza tym nic się nie stało. Jeden dzień bez rozmowy, to nic takiego. Może bał się zagadać? Nie wiem, ale przez moją przeszłość boję się wszystkiego, nawet najmniejszy zły ruch dawał mi powody do niepokoju, do sięgnięcia po żyletkę.
wtorek, 12 sierpnia 2014
1. Pierwsze spotkanie
Było wiosenne, czwartkowe południe. Siedziałam z przyjaciółką na huśtawkach przy szkole, słońce oświetlało nasze twarze. Czekałam z Rose na jej autobus powrotny do domu po szkole. Po chwili a plac przyszło dwóch kolegów z klasy. Nie mieliśmy z nimi zbyt dobrego kontaktu, ale oni podeszli do nas i zaczęli do nas gadać, czasami zboczone i wredne rzeczy, ale było dość wesoło. Jeden z nich Matthew, zabrał mi plecak i zaczęliśmy ganiać się po całym placu zabaw. Rose i Kevin śmiali się z nam że jesteśmy starym dobrym małżeństwem. Inne dzieci bawiące się na huśtawkach patrzyły na nas ze zdziwieniem i śmiały się z nas. " Nastolatki z gimnazjum ganiają się, bijące i krzyczące na siebie, ha ha ha ". Powinnam być na niego zła ale jakoś nie potrafiłam. Jego szeroki uśmiech, piękna twarz, co jakiś czas spoglądająca na mnie. Nie można się na nią obrazić. Matthew co jakiś czas próbował mi dokuczyć, słowami lub czynami. Niestety zadzwonił dzwonek i Rose, Kevin i Matthew musieli już jechać do domów. Wróciłam do domu, uśmiech nie znikał mi z twarzy.
Gdy już wieczorem kładłam się spać, założyłam słuchawki i włączyłam ulubione piosenki. Pomyślałam o dzisiejszym dniu. Od razu przypomniał mi się jego uśmiech, piękne brązowe oczy, postawione na żel blond włosy, które po naszej gonitwie były całe rozczochrane. Nie mogłam przestać o nim myśleć, ciągle powracał do mojej głowy. Zasnęłam z myślą o nim.
Wstałam rano i pobiegłam do szkoły. Pierwsza była biologia na której Matthew siedział przed mną, wcześniej tego nie zauważyłam, ale teraz było to dla mnie bardzo ważne. Niestety wczorajszy dzień nic dla niego nie znaczył, na biologi i innych przedmiotach nawet na mnie nie spojrzał. Bałam się że dla mnie on stanie się ważny a ja dla niego nadal będę nikim. Myliłam się, po szóstej lekcji, przed religią Matthew podszedł do mnie i spytał czy umiem na kartkówkę z religii. Może gdyby to był Jake czy Camill nie było by to nic dziwnego ale Matthew był raczej typem samotnika, raczej nigdy nie rozmawiał z dziewczynami, czasami nawet siedział sam na przerwach gdy inni chłopcy siedzieli w grupkach i rozmawiali. Rozmowa jakoś się potoczyła i skończyło się że przezywaliśmy się od gejów. Całą religie wołaliśmy do siebie " ej ... " a jeśli ja albo on zareagował mogliśmy pojechać się " na ej reaguje gej ". Gdy skończyła się lekcja, wybiegliśmy do szatni. Przebrałam buty i wyszłam ze szkoły. Matthew zawołam mnie oczywiście "ej ... " zapomniałam o naszej grze i z przyzwyczajenia odwróciłam się, a on krzyknął " na ej reaguje gej ! " i zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego spod byka a on jeszcze głośniej się śmiał. Zignorowałam go i poszłam dalej. Przy wyjściu ze szkoły napotkałam Jacka który śmiał się, najwyraźniej z tego zdarzenia. Matthew był za mną a Jack powiedział do niego że źle to robi i nie umie podrywać dziewczyn. Roześmiałam się i kontynuowałam marsz. Gdy już przeszłam przez ulicę usłyszałam głos kolegów z klasy. Krzyczeli że nowa zakochana para w klasie. Poszłam dalej udawałam zła, i wcale tym nie zainteresowaną ale cieszyłam się że inni to widzą. Dawało mi to jakiś cień nadziei, że to nie tylko moje głupie wyobrażenie tylko coś prawdziwego.
Gdy już wieczorem kładłam się spać, założyłam słuchawki i włączyłam ulubione piosenki. Pomyślałam o dzisiejszym dniu. Od razu przypomniał mi się jego uśmiech, piękne brązowe oczy, postawione na żel blond włosy, które po naszej gonitwie były całe rozczochrane. Nie mogłam przestać o nim myśleć, ciągle powracał do mojej głowy. Zasnęłam z myślą o nim.
Wstałam rano i pobiegłam do szkoły. Pierwsza była biologia na której Matthew siedział przed mną, wcześniej tego nie zauważyłam, ale teraz było to dla mnie bardzo ważne. Niestety wczorajszy dzień nic dla niego nie znaczył, na biologi i innych przedmiotach nawet na mnie nie spojrzał. Bałam się że dla mnie on stanie się ważny a ja dla niego nadal będę nikim. Myliłam się, po szóstej lekcji, przed religią Matthew podszedł do mnie i spytał czy umiem na kartkówkę z religii. Może gdyby to był Jake czy Camill nie było by to nic dziwnego ale Matthew był raczej typem samotnika, raczej nigdy nie rozmawiał z dziewczynami, czasami nawet siedział sam na przerwach gdy inni chłopcy siedzieli w grupkach i rozmawiali. Rozmowa jakoś się potoczyła i skończyło się że przezywaliśmy się od gejów. Całą religie wołaliśmy do siebie " ej ... " a jeśli ja albo on zareagował mogliśmy pojechać się " na ej reaguje gej ". Gdy skończyła się lekcja, wybiegliśmy do szatni. Przebrałam buty i wyszłam ze szkoły. Matthew zawołam mnie oczywiście "ej ... " zapomniałam o naszej grze i z przyzwyczajenia odwróciłam się, a on krzyknął " na ej reaguje gej ! " i zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego spod byka a on jeszcze głośniej się śmiał. Zignorowałam go i poszłam dalej. Przy wyjściu ze szkoły napotkałam Jacka który śmiał się, najwyraźniej z tego zdarzenia. Matthew był za mną a Jack powiedział do niego że źle to robi i nie umie podrywać dziewczyn. Roześmiałam się i kontynuowałam marsz. Gdy już przeszłam przez ulicę usłyszałam głos kolegów z klasy. Krzyczeli że nowa zakochana para w klasie. Poszłam dalej udawałam zła, i wcale tym nie zainteresowaną ale cieszyłam się że inni to widzą. Dawało mi to jakiś cień nadziei, że to nie tylko moje głupie wyobrażenie tylko coś prawdziwego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)