Było wiosenne, czwartkowe południe. Siedziałam z przyjaciółką na huśtawkach przy szkole, słońce oświetlało nasze twarze. Czekałam z Rose na jej autobus powrotny do domu po szkole. Po chwili a plac przyszło dwóch kolegów z klasy. Nie mieliśmy z nimi zbyt dobrego kontaktu, ale oni podeszli do nas i zaczęli do nas gadać, czasami zboczone i wredne rzeczy, ale było dość wesoło. Jeden z nich Matthew, zabrał mi plecak i zaczęliśmy ganiać się po całym placu zabaw. Rose i Kevin śmiali się z nam że jesteśmy starym dobrym małżeństwem. Inne dzieci bawiące się na huśtawkach patrzyły na nas ze zdziwieniem i śmiały się z nas. " Nastolatki z gimnazjum ganiają się, bijące i krzyczące na siebie, ha ha ha ". Powinnam być na niego zła ale jakoś nie potrafiłam. Jego szeroki uśmiech, piękna twarz, co jakiś czas spoglądająca na mnie. Nie można się na nią obrazić. Matthew co jakiś czas próbował mi dokuczyć, słowami lub czynami. Niestety zadzwonił dzwonek i Rose, Kevin i Matthew musieli już jechać do domów. Wróciłam do domu, uśmiech nie znikał mi z twarzy.
Gdy już wieczorem kładłam się spać, założyłam słuchawki i włączyłam ulubione piosenki. Pomyślałam o dzisiejszym dniu. Od razu przypomniał mi się jego uśmiech, piękne brązowe oczy, postawione na żel blond włosy, które po naszej gonitwie były całe rozczochrane. Nie mogłam przestać o nim myśleć, ciągle powracał do mojej głowy. Zasnęłam z myślą o nim.
Wstałam rano i pobiegłam do szkoły. Pierwsza była biologia na której Matthew siedział przed mną, wcześniej tego nie zauważyłam, ale teraz było to dla mnie bardzo ważne. Niestety wczorajszy dzień nic dla niego nie znaczył, na biologi i innych przedmiotach nawet na mnie nie spojrzał. Bałam się że dla mnie on stanie się ważny a ja dla niego nadal będę nikim. Myliłam się, po szóstej lekcji, przed religią Matthew podszedł do mnie i spytał czy umiem na kartkówkę z religii. Może gdyby to był Jake czy Camill nie było by to nic dziwnego ale Matthew był raczej typem samotnika, raczej nigdy nie rozmawiał z dziewczynami, czasami nawet siedział sam na przerwach gdy inni chłopcy siedzieli w grupkach i rozmawiali. Rozmowa jakoś się potoczyła i skończyło się że przezywaliśmy się od gejów. Całą religie wołaliśmy do siebie " ej ... " a jeśli ja albo on zareagował mogliśmy pojechać się " na ej reaguje gej ". Gdy skończyła się lekcja, wybiegliśmy do szatni. Przebrałam buty i wyszłam ze szkoły. Matthew zawołam mnie oczywiście "ej ... " zapomniałam o naszej grze i z przyzwyczajenia odwróciłam się, a on krzyknął " na ej reaguje gej ! " i zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego spod byka a on jeszcze głośniej się śmiał. Zignorowałam go i poszłam dalej. Przy wyjściu ze szkoły napotkałam Jacka który śmiał się, najwyraźniej z tego zdarzenia. Matthew był za mną a Jack powiedział do niego że źle to robi i nie umie podrywać dziewczyn. Roześmiałam się i kontynuowałam marsz. Gdy już przeszłam przez ulicę usłyszałam głos kolegów z klasy. Krzyczeli że nowa zakochana para w klasie. Poszłam dalej udawałam zła, i wcale tym nie zainteresowaną ale cieszyłam się że inni to widzą. Dawało mi to jakiś cień nadziei, że to nie tylko moje głupie wyobrażenie tylko coś prawdziwego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz