Przed ostatniego dnia szkoły Matt przyszedł, ale to jak byliśmy dla siebie
obojętni bolało mnie jeszcze bardziej niż gdyby go nie było. Było tak jakbym
dla niego nie istniała, nie patrzył na mnie, nic do mnie nie mówił i nie
zaczepiał. Wiedziałam już wtedy że to koniec, że jestem tylko nawiną małolatą
wierząca w happyend'y. Wieczorem nie dałam rady. Przepraszam. Ona była
taka piękna. Prosiła mnie żebym się z nią przywitała, i jej w końcu użyła.
Zrobiłam to, przecięłam skórę. Wypłynęła krew, tak ją kochałam. Jej zapach,
kolor i ten, ten ból. Wypełniło mnie szczęście, zapomniałam o nim, zapomniałam
że to koniec. Rana nie była głęboka w porównaniu z tym co było kiedyś. Za
tydzień już ładnie będzie można ją zakryć fluidem i nie będzie znaku.
Wstałam rano bez najmniejszej chęci do życia, nie chciałam tych cholernych
wakacji jak jeszcze nigdy. Zawsze czekałam na nie, były moim marzeniem a teraz
? Mój największy wróg. Apel minął szybko, poszliśmy do klasy, siedział obok
mnie, tak jak na religii. Niestety i tak nie zamieniliśmy słowa. Od razu po
rozdaniu świadectw wybiegłam z klasy z Rose i poszłyśmy do parku. Usiadłyśmy i
poleciały mi łzy. Przytuliła mnie i pocieszała. Musiałam jej to pokazać,
podniosłam rękaw marynarki do góry, ukazała się jeszcze nie do końca zaschnięta
rana. Moja przyjaciółka zaczęła na niego wyklinać, cierpła przez to. Tak jak
ja. Nadszedł koniec, musiała iść na autobus. Siedziałam jeszcze sama, po chwili
usłyszałam czyjeś szybkie kroki. Obejrzałam się, na trybuny wszedł Matthew.
Spojrzałam na niego, szybko zakryłam ranę i przetarłam oczy udając ze nie
płakałam.
- Co jest ? - spytałam.
- Szukałem Cię. - odszedł bliżej. - Co ty .. płakałaś ?
Pokręciłam głową, usiadł obok mnie.
- Dobrze że cie znalazłem, bo chciałem ci coś powiedzieć.- Przerwał i
opuścił głowę na dół. - Chodzi o to, że ... nie chcę żeby to tak się skończyło,
wiesz no chodzi o nas. Bo ja cie no ten ... podobasz mi się, bardzo.
Uśmiechnęłam się, lecz poleciała mi łza.
- Ej co jest ? Powiedz że ci się nie podobam, a nie płaczesz.
- Nie płaczę za smutku, płaczę ze szczęścia. jestem najszczęśliwsza
dziewczyną pod słońcem.
Przytulił mnie, a ja jego. Cmoknął mnie w czoło.
- Kocham Cię, wiesz ?
- Teraz już wiem. Ja ciebie też. - odpowiedziałam.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę, patrząc na siebie. Po chwili wstaliśmy i
poszliśmy na spacer. Szliśmy w milczeniu. W pewnym momencie stanął.
- Pokaż mi co masz na ręce.
- Nie rozumiem o co chodzi. - udałam zdziwienie.
- Nie udawaj, wiedziałem jak zakrywałaś, proszę pokaż.
Nie pewnie podniosłam rękaw, lekko zakryłam ręką.
- To przeze mnie? To moja wina? - Mówiąc to, jego oczy zrobiły się czerwone,
wyleciała z nich jedna łza.
- Nie no co ty, to to ... przecięłam się krojąc paprykę do sałatki. -
Zawahałam się.
- Tu? Kroiłaś ją na ręce? Przepraszam. Przepraszam, nie wiedziałam że ty też
coś do mnie czujesz. Bałem się że to dla ciebie nic nie znaczy.
- Nie wiedziałeś jak na ciebie patrzyłam na każdej lekcji i przerwie, nie
wiedziałeś jak stresowałam się gdy przechodziłeś obok, albo pod czas naszych
rozmów ?
- No niby tak, ale ... ale ty masz bardzo dobry kontakt z innymi chłopakami.
Z Jack'iem czy Camill'em, więcej gadasz i śmiejesz się.
- Ale oni nie są dla mnie tak ważni jak ty.
Uśmiechnął się tylko, dotknął mojego czoła, jego czołem. Kochałam go, był
inni niż wszyscy. Był wrażliwy, nie bał się pokazać łez, wiedział co znaczą
kreski na rekach. I może ta kresa była przez niego, ale to tylko jedna, a
dzięki niemu pewnie nie zrobię kilkunastu innych. Jeszcze nigdy się tak nie
czułam, myślałam ze to koniec, a to dopiero początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz