***
Następnego dnia, wstałam rano pełna nadziei. Dzisiaj wycieczka, cały dzień z nim. Wyruszyłam do szkoły, gdy doszło na ławce czekała już Rose, Matt, Kevin i inni z naszej klasy. Po chwili przyszła nasza wychowawczyni i weszliśmy do autobusu. Moja przyjaciółka wybierała miejsce i wybrała najlepsze jakie można sobie wymarzyć. Siedziałam przed Matthew. Chłopacy zaczęli do nas zagadywać, rozmowa się toczyła, zaczęliśmy się nagrywać, robić zdjęcia, wywiady. Czułam się tak jakby liczylibyśmy się tylko my, na świecie żyli tylko my, nikt więcej. Całą drogę żartowaliśmy, czasami o dość zboczonych rzeczach, ale nie to się liczyło. Kiedy dojechaliśmy żartowaliśmy że będą słowianki i że będziemy ubijać masło. Weszliśmy tam, opowiadali nam jak się robi chleb i powiedzieli że nie będziemy ubijać mała. Nasze plany legły w gruzach. Później kształtowaliśmy i piekliśmy chleb. Po tym zwiedzaliśmy jakieś stare domki. Wtedy było najlepiej, Matt ciągle mnie zaczepiał i udawał że to nie on. Co chwile z czegoś żartował. w drodze powrotnej Siedziałam naprzeciw Kev'a ale dzięki temu lepiej widziałam Matthew.Wycieczka była najlepsza. Czułam że coś z tego wyjdzie, że to już nie tylko moja wybujała wyobraźnia ale prawda. Kocham go i z tego wynika że ja też nie jestem mu obojętna. Jeszcze tylko dwa tygodnie, w tym diagnozy i koniec. W wakacje nie będzie jak się spotkać, mieszkamy w innej miejscowości i pewnie nikt nie będzie tak odważny żeby zaproponować spotkanie. Jeśli nic się nie stanie przed końcem roku to będzie koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz