niedziela, 24 sierpnia 2014

5. Pewność

Minęły już lekcje i szłam z Rose na plac zabaw. Czekali już tam na nas Kevin i Matthew. Bardzo dobrze nam się rozmawiało. Po około dziesięciu minutach  Rose i Kev powiedzieli że muszą gdzieś iść. Matt był przekonany że to "gdzieś " jest za krzakami, ale ja domyślałam się że zrobili to specjalnie żebyśmy byli sam na sam, i bardzo im za to dziękuję. Spytał mnie czy jadę jutro na wycieczkę, i bardzo się ucieszył na wiadomość że jadę. Uznał że fajnie gdybyśmy gdzieś obok siebie siedzieli. Żartowaliśmy ,przedrzeźnialiśmy się i rozmawialiśmy. Poznałam go jeszcze z lepszej strony. Oczywiście nie hamował się do końca od chamski uwag, ale by miły. Maska " wrednego chłopca " którą pamiętam ze szkoły, wydawała się nie istnieć. Teraz był miły i przyjazny. Pięć minut przed końcem lekcji poszliśmy pod szkołę, pod którą zastaliśmy znaczną ilość naszej klasy. Znajomi nie umieli się powstrzymać od chamskich uwag i śmiechów. Nie obchodziło mnie to i najwyraźniej jego też nie. Podeszłam do Rose i odeszłyśmy na bok. Opowiedziałam jej o tym że chce żeby gdzieś obok niego siedziała w autobusie, tym jaki był miły. Posiedziałam z nimi jeszcze chwilę i ruszyłam w kierunku wyjścia, powiedziałam do wszystkich "pa" zawieszając wzrok na Matthew który również patrzył na mnie i uśmiechnął się.

***
Następnego dnia, wstałam rano pełna nadziei. Dzisiaj wycieczka, cały dzień z nim. Wyruszyłam do szkoły, gdy doszło na ławce czekała już Rose, Matt, Kevin i inni z naszej klasy. Po chwili przyszła nasza wychowawczyni i weszliśmy do autobusu. Moja przyjaciółka wybierała miejsce i wybrała najlepsze jakie można sobie wymarzyć. Siedziałam przed Matthew. Chłopacy zaczęli do nas zagadywać, rozmowa się toczyła, zaczęliśmy się nagrywać, robić zdjęcia, wywiady.  Czułam się tak jakby liczylibyśmy się tylko my, na świecie żyli tylko my, nikt więcej. Całą drogę żartowaliśmy, czasami o dość zboczonych rzeczach, ale nie to się liczyło. Kiedy dojechaliśmy żartowaliśmy że będą słowianki i że będziemy ubijać masło. Weszliśmy tam, opowiadali nam jak się robi chleb i powiedzieli że nie będziemy ubijać mała. Nasze plany legły w gruzach. Później kształtowaliśmy i piekliśmy chleb. Po tym zwiedzaliśmy jakieś stare domki. Wtedy było najlepiej, Matt ciągle mnie zaczepiał i udawał że to nie on. Co chwile z czegoś żartował. w drodze powrotnej Siedziałam naprzeciw Kev'a ale dzięki temu lepiej widziałam Matthew.

Wycieczka była najlepsza. Czułam że coś z tego wyjdzie, że to już nie tylko moja wybujała wyobraźnia ale prawda. Kocham go i z tego wynika że ja też nie jestem mu obojętna. Jeszcze tylko dwa tygodnie, w tym diagnozy i koniec. W wakacje nie będzie jak się spotkać, mieszkamy w innej miejscowości i pewnie nikt nie będzie tak odważny żeby zaproponować spotkanie. Jeśli nic się nie stanie przed końcem roku to będzie koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz