Wyszłam ze szkoły, w połowie drogi zaczepiłam mnie Julia. Nie miałam zbyt nastroju by z nią rozmawiać. Doszłam do domu i poszłam do swojego pokoju. W piątek jest wycieczka, nie jedzie na nią za dużo osób, może uda mi się usiąść gdzieś koło niego, czy coś.
***
Następnego dnia, na ostatniej lekcji, czyli języku polskim robiliśmy własne gazety. Podzieliliśmy się na grupy. Byłam w drużynie z Sue, dzięki której znalazł się u nas także Matthew. Pod koniec lekcji większość moich towarzyszy zaczęła uczyć się na poprawę z matematyki którą mieli na ósmej lekcji. Sue i Eva poprosiły mnie abym ich pouczyła, do czego po chwili dołączył się również Matthew. Po krótkich namowach zgodziłam się, zadzwonił dzwonek i w czwórkę wyszliśmy z klasy. Szukaliśmy miejsca gdzie możemy się pouczyć, wypadło na ławkę przed szkołą. Matthew od razu przystąpił od nauki a dziewczyny dalej rozmawiały. Dobrze mu szło, większość zadań które mu zadawałam wykonywał poprawnie. Kiedy uznałam że już wszytko umie, Matt zboczył z tematu matematyki, przeprosił mnie że wczoraj był takie nie miły. Rozmawialiśmy jeszcze, żartowaliśmy i dopiero przed końcem lekcji lekcji zauważyliśmy że Eva i Sue nie siedzę już na ławce obok. Przed szkołą kręciło się dużo nauczycieli. Ciekawe co o nas pomyśleli kiedy siedzieliśmy sami na ławce, naprzeciw siebie. Niestety zadzwonił dzwonek i Matthew musiał już iść na poprawę.
Najlepszy dzień w moim życiu - pomyślałam. Jeszcze nigdy nie byłam z nim sam na sam tak do końca. Albo obok była Rose, albo cała szkoła, która nie miała dla mnie wtedy żadnego znaczenia ale była. Teraz nie było nikogo tylko ja i Matt, czasami ktoś wszedł lub opuścił szkołę. Bałam się, bała się końca roku. To już tylko dwa i pół tygodnia. Bałam się też że to dla Matthew nic nie znaczy, to dla niego tylko zabawa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz